If you’re going to San Francisco..

Przy okazji służbowej wizyty w San Francisco nie mogło oczywiście zabraknąć dobrego piwa. Jednak nie będzie to seria klasycznych degustacji, a raczej luźne wspomnienia, bo skupiałem się na czymś innym, niż skrupulatnym notowaniu wszystkich cech tego, co lądowało w szklankach. Przede wszystkim – pubów jest mnóstwo. W każdym, ale to w każdym można dostać dobre piwo. Otwierasz menu i pod klasycznym “Budweiser / Corona / smth” są też 2 lub 3 IPA. Nieraz już pisałem, że amerykańskie chmiele bardzo mi podchodzą, więc otaczające mnie możliwości wywoływały szeroki uśmiech niemal każdego wieczora.

Racer 5 IPA

Racer 5 IPA

Big Daddy IPA

Big Daddy IPA

Racer 5 i Big Daddy to tylko dwa spośród kilku, którym zdążyłem zrobić zdjęcie. Oba solidnie goryczkowe, cytrusowe, Big Daddy podeszło mi chyba bardziej, dlatego kilka dni po pierwszym spróbowaniu skusiłem się na to piwo kolejny raz. Najbardziej jednak fantastyczną rzeczą podczas całego pobytu było to, że dosłownie 5 minut od mojego hotelu znajdował się pierwszy otwarty poza Danią oficjalny pub browaru Mikkeller (http://www.mikkellerbar.com/). Dlatego to właśnie tam niosły mnie nogi po całodziennych trudach konferencji.

Mikkeller

Mikkeller

42 krany, spora przestrzeń, bardzo przyjemny wystrój wnętrza i, co najważniejsze – fantastyczne piwa. Menu zmieniane raz w tygodniu, zawsze jest więc szansa na trafienie czegoś rzadko spotykanego. Poniżej przykład tego, z czego akurat miałem przyjemność wybierać:

Mikkeller Bar SF Menu

Mikkeller Bar SF Menu

Mikkeller Bar SF Menu

Mikkeller Bar SF Menu

Avery Brewing IPA: bardzo żywiczne w smaku i zapachu, słodkie z chmielowym pazurem w goryczce. Bardzo dobre.

North Peak Dubious Chocolate Stout: czekoladowo-kawowy (oczywiście z przewagą czekolady, bardzo przyjemnej w zapachu od początku), dość gęsty, ale przy tym lekki. Bardzo dobry stout.

Amager / Mikkeller Hr. Frederiksens Væsel Brunch: Imperial stout, co było czuć od samego początku. Potężny w smaku, bardzo wyczuwalna kwaskowatość mocnej kawy. Wyczuwalny też alkohol, który rozgrzewał i trochę gryzł w przełyk.

Niestety nie udało mi się spróbować Avery Brewing New World Porter ani Tweak (Meph Addict), nie było na kranie słynnego Black’a od Mikkellera, ale to tylko dodatkowy argument za tym, żeby się po raz kolejny do San Francisco wybrać. Oby za rok 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s