Faktoria Buffalo Bill

“To miasto jest za małe dla nas dwóch.”

Co się kojarzy z Dzikim Zachodem? Clint Eastwood, Indianie, Lucky Luke odjeżdżający w stronę zachodzącego słońca.. Właśnie po jednym z takich “dzikozachodnich” zachodów słońca otworzyłem butelkę trunku, który od pierwszego rzutu oka na etykietę również się z Dzikim Zachodem kojarzy – Buffalo Bill od Browaru Faktoria.

Buffalo Bill był postacią co najmniej nietuzinkową. Myśliwy, żołnierz, aktor filmowy i teatralny, biznesmen, podróżnik. To według mnie postać znakomicie nadająca się na etykietę piwa – przybliżenie przez nazwę piwa części historii drugiego końca świata zasługuje co najmniej na uznanie. Dodatkowo, nazwa browaru również wpasowuje się w klimat nadany przez nazwę – Faktoria to przecież kolonialna placówka handlowa, których na wspomnianym już Dzikim Zachodzie nie brakowało.

Pierwsze piwo od kontraktorów warzących w Zodiaku również nazwą nawiązywało do krainy bizonów i Indian – Rio Bravo Pale Ale było (jak nietrudno się domyślić) piwem pale ale z amerykańskimi chmielami. Buffalo Bill jest amber ale’m, natomiast w sklepach niedawno pojawił się trzeci produkt – Peacemaker. Brawa za konsekwencję w odniesieniach i nazewnictwie.

Etykieta w stylu strony gazety takiej, jaką kiedyś można było zobaczyć w serialu “Dr Queen” (pamięta jeszcze ktoś coś takiego?). Na kontrze pełne informacje o składzie, ciekawym smaczkiem jest użycie chmielu Tomahawk, który idealnie kojarzy się z Indianami.

Ekstrakt 13.8%, alkohol: 5.8%. Według założeń stylu spodziewam się przewagi słodowości nad chmielami, z wyraźnie jednak zaznaczonymi nutami chmieli amerykańskich.

Buffalo Bill

Buffalo Bill

Jedna z informacji na kontrze przyprawiła mnie o głośniejsze tęskne westchnienie. “Doskonale smakuje w połączeniu z: burgerami, (..), stekiem, (..) oraz wszelkimi  pastami opartymi na sosie mięsnym.” Wspomnienie amerykańskiej wołowiny, burgerów i steków od razu sprawiło, że pociekła mi ślinka. Ech.. otwieram i nalewam.

Buffalo Bill

Buffalo Bill

Z butelki buchały aromaty słodowe oraz lekki karmel – jest dobrze. Kolor, tak jak zapowiadała nazwa stylu – bursztynowy. Po przelaniu do shakera na wierzchu utworzył się spory kożuch ładnej piany, która długo i dumnie do końca utrzymywała się na powierzchni piwa.

W smaku – wojna secesyjna, rolę Unii grają słody i karmel, Konfederacja to cytrusy i inne aromaty chmielowe. Ścierają się ze sobą te dwa fronty, ale koniec końców, ten rozdział został już napisany – Unia wychodzi z tej wojny zwycięsko. Słody triumfują, biorą jeńców w postaci umiarkowanej goryczki na finiszu. Całość jest dość wytrawna.

Buffalo Bill

Buffalo Bill

Bardzo dobre piwo.

Buffalo Bill

Buffalo Bill

Taki trunek spokojnie mógłby zagościć w mojej szklance, kiedy w saloonie czekałbym na wybicie przez zegar południa.Potem wyszedłbym, pozbył się “tego złego” w strzelaninie na głównej ulicy miasta, a następnie wziął kolejnego “Buffalo Billa” i odjechał konno w nieznane.

To miasto było zdecydowanie za małe na nas dwóch. Musiałem więc Buffalo Billa skutecznie wyeliminować. Wybrałem najlepszy sposób – wypiłem ze sporą przyjemnością.

8/10

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s