#IPAday: AleBrowar, Nogne O, Flying Dog i inni

Na #IPAday mam coś specjalnego, co powinno wynagrodzić dość długie ostatnio przerwy pomiędzy postami. Zaczniemy od Polski, zahaczając o Norwegię udamy się w stronę USA, wracając (bynajmniej nie tanim lotem) zatrzymamy się na sekundę na wyspach (dokładniej w Szkocji), żeby na koniec wrócić do czegoś bardzo lokalnego. Gotowi?

Dzień dziś taki, że po co recenzować zwykłe IPA, kiedy do szklanki może trafić West Coast Belgian Rye IPA? Taki mix nie zdarza się zbyt często, w dodatku w całe przedsięwzięcie zamieszani są Polacy, więc duma tym większa. Chodzi oczywiście o Deep Love uwarzone we współpracy z norweskim browarem NØGNE Ø. Zacznijmy jednak od nieco przekrzywionych i zbyt mocno kontrastowych zdjęć, jakie zrobiłem butelce przez zbeszczeszczeniem kapsla.

Deep Love

Deep Love

Piwo zamiast klasycznej etykiety ma bezpośredni nadruk na szkle. Siedmiornica trzyma w macce alebrowarowy kufelek oraz szklaną kulę z napisem “100 IBU“. Wróżę więc gorycz sprawiającą, że język będzie uciekał w pięty, wszakże “West coast IPA” to zdecydowanie wytrawny i mocno nachmielony gatunek.

Deep Love

Deep Love

Taką westcoastową bombę doprawiono Belgią (drożdże) i żytem (Rye), które powinno je ugładzić i ugrzecznić. Od razu chmiel atakuje od otwarcia butli, bardzo intensywne aromaty cytrusowo – żywiczne. Przelewamy obserwując pianę. Beton – utrzymywała się zresztą bardzo długo i zostawiała wyraźne ślady na szkle.

Deep Love

Deep Love

W smaku również chmiele biorą górę. Goryczka od pierwszego, no.. maksymalnie drugiego łyka. Gdzieś w tle pałęta się nawet delikatna pieprzność. Sama faktura jest bardzo przyjemna – niskie wysycenie i aksamit wprowadzony przez słody żytnie. Po jakimś czasie przebijają się jednak nuty alkoholowe, które są tą pojedynczą nutą, która nie psuje całego utworu, ale nie da się jej z głowy wyrzucić i przez to jest mały zgrzyt.

Podsumowując – solidne piwo, raczej niesesyjne, ale to nie przeszkadza. Podziel IBU przez 10 i odejmij 2, a otrzymasz ocenę. 8/10. Deep Love dostaje ode mnie “Octopussy of approval”.

 

Nie zatrzymujemy się na jednej butelce. Nie w #IPAday. Szybkim latającym środkiem transportu z Norwegii przeskakujemy do USA, żeby spróbować prawdziwie jankeskiego trunku. Ten środek transportu to.. latający pies.

Sprawdzimy piwo Flying Dog – Snake Dog IPA

Flying Dog - Snake Dog IPA

Flying Dog – Snake Dog IPA

Flying Dog - Snake Dog IPA

Flying Dog – Snake Dog IPA

 

Flying Dog - Snake Dog IPA

Flying Dog – Snake Dog IPA

Psychodeliczne rysunki na bardzo dobrej jakości kredowym papierze – me like it! Równie ładny jest kapselek, co sprawiło, że już za samo opakowanie pokochałem ten egzemplarz.

Flying Dog - Snake Dog IPA

Flying Dog – Snake Dog IPA

Czym prędzej otworzyłem, a z butli zagrały słody oraz.. truskawki. Powąchałem raz i drugi. Nadal truskawki. W kuchni, gdzie przelewałem stała miska z truskawkami, więc mógłbym to zrzucić na nią, ale po oddaleniu się znacznie i powtórzeniu testu nosowego 😉 zapach nie uleciał. Napisałem to tak, jakby to była wada, ale nie jest (a przynajmniej nie wydaje mi się) – po prostu pierwszy raz spotkałem się z taką nutą w aromacie i uznałem, że warto o tym wspomnieć. Warto również nadmienić, że poza truskawkami i słodowo-biszkoptowymi akcentami w zapachu nie było nic więcej.

Przelewam.

Flying Dog - Snake Dog IPA

Flying Dog – Snake Dog IPA

Butelka aż się przekrzywiła z wrażenia (albo to ja nie umiem robić zdjęć jedzeniu i napojom, trzeba będzie wziąć kursy u blogerek kulinarnych). Ale do rzeczy. Herbaciana barwa, spora mętność i potężna piękna piana. Drobne pęcherzyki utworzyły mocną i zwartą czapę która miała konsystencję ubitej piany z białek. Świetna!

Flying Dog - Snake Dog IPA

Flying Dog – Snake Dog IPA

Pierwsze kilka łyków ujawniło gdzie podziały się akcenty chmielowe. Wszystkie wlazły w piwo i ujawniły się dopiero w smaku. Po dwóch łykach już wiedziałem, że Snake Dog IPA jest gorzkie jak łzy Brazylijczyków po ostatnim półfinale Mistrzostw Świata. Goryczka jest niestety również dość zalegająca. Trochę męczy, ale słody na sam koniec dają dla niej niewielką kontrę. Biszkopty z aromatu – gdzie jesteście!?! Latający Pies mógłby być trochę bardziej zbalansowany, mieć bardziej zgrany smak i aromat, ale poza tym jest to naprawdę dobre piwo. Zasłużyło na solidne 7/10

 

Po tej krótkiej wizycie bezwizowej, wracamy na stary kontynent z międzylądowaniem w Szkocji, gdzie czeka na nas kolejny pies. Tym razem BrewDog.

BrewDog - Punk IPA

BrewDog – Punk IPA

Punk IPA pierwszy raz próbowałem w Irish Pubie na Starym Mieście w Sztokholmie. W związku z tym mam z tym piwem bardzo dobre wspomnienia, które chciałem przywołać kupując buteleczkę gdzieś w Warszawie. Otworzyłem i rozlałem do dwóch szkiełek, żeby podzielić się z M. (przez którą – a może “dzięki której” znalazłem się wtedy w Sztokholmie).

BrewDog - Punk IPA

BrewDog – Punk IPA

Nos jest ukontentowany – z butli i pokala dobywa się przyjemny, niezbyt intensywny, słodowo-cytrusowy aromat.

BrewDog - Punk IPA

BrewDog – Punk IPA

Z pianą słabiutko, od razu opadła do niewielkiej tyskopodobnej warstewki. “Zaraz zaraz” – zakrzykną Obrońcy Dobrego Piwa™ – “czy on odważył się użyć nazwy polskiego piwa koncernowego podczas recenzowania Bru-Doga?!?!?!” Otóż tak – piana z mojej butelki była kiepska i nic tego nie zmieni. W smaku czuć, że to IPA chmielona m.in. po amerykańsku – Chinook i Simcoe dają cytrusy, nowozelandzki Nelson Sauvin (który powinien wnosić aromaty marakui i grapefruita) jest praktycznie niewyczuwalny. W smaku raczej płaskie – brakuje typowej dla IPA głębi i intensywności.

Moja rada – jeżeli chcecie dobre Punk IPA – jedźcie do Sztokholmu. Odezwijcie się, to dam Wam namiary na knajpę (a w niej możecie spróbować też innych specjałów, m.in. fantastycznego Wisby Brutal Bulldog Double IPA). Dla tej konkretnej butelki daję 5/10.

 

Po długich wojażach i wysokich woltażach.. nie zwalniamy. Doczłapujemy się z powrotem do Polski, gdzie w jednym z warszawskich mieszkań zrobione zostało..

DAIPAn łyka

PiM Brew - DAIPAn łyka

PiM Brew – DAIPAn łyka

17 stopni Plato, 8.5% alkoholu, dochmielone Cascade oraz Simcoe i Summit na cichą fermentację. Moje drugie piwo.

PiM Brew - DAIPAn łyka

PiM Brew – DAIPAn łyka

Zdjęcie powyżej jest już niestety tylko pieśnią przeszłości, ponieważ zostały same ostatki, ale..

jestem z DAIPAn łyka dużo bardziej zadowolony niż z pierwszego pszeniczniaka. Wiem, że Double IPA to dość wdzięczny styl, w którym chmielem da się przykryć sporo niedociągnięć. Cóż jednak z tego, gdy każdą butelkę, którą otwierałem wypijałem z prawdziwą przyjemnością. Z każdą butelką, którą dawałem w prezencie, byłem ciekawy reakcji i odbioru.

Piwo ma ładną, jasnopomarańczową barwę. Jest dość mętne. W aromacie króluje grapefruit i inne cytrusowe akcenty. Niestety żywica została w lesie – przywiozę ją następnym razem. Pierwszy, drugi i trzeci łyk ujawniają sporą słodowość mimo niskiej treściwości, jest lekkie.

Goryczka nie zalega, jest umiarkowana i ma grapefruitowy charakter. Alkohol niestety pojawia się pod koniec, ale nie jest męczący.

Nie wystawiam oceny. Powiem tylko, że jestem zadowolony i mam nadzieję, że kolejne IPy będą jeszcze lepsze.

 

To wszystko na tegoroczny #IPAday. Jakie piwo Wy wypiliście dzisiaj?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s