Dubbel Cieszyński, czyli dlaczego liczyłem na deja vu.

Była zima, rok 2013. Zmęczonym wzrokiem omiotłem sklepowe półki. “Nic ciekawego“, pomyślałem. Po chwili oko dłużej zatrzymało się na butelce z zielonozłotą etykietą. “Sprawdźmy..” wymruczałem pod nosem i włożyłem do koszyka dwie butelki Brackiego IIPA. Nie wiedziałem, że wiozę do domu coś przełomowego.
(…)
Była zima, rok 2014. 6 grudnia rano byłem poddenerwowany, bo w końcu to TEN dzień. Wszystkie polskie dzieci już dawno wstały i myszkowały po butach, skarpetach i pod poduszkami w poszukiwaniu słodyczy. Ja natomiast pędziłem co sił w nogach i koni pod maską do supermarketu, po czym znów omiatałem wzrokiem półki. Tym razem w poszukiwaniu czegoś bardzo konkretnego. Cieszyńskiego Dubbla.

Powyższą morską opowieść łączy kilka elementów. Po pierwsze primo – Festiwal Birofilia – to tam przyznawany jest tytuł Grand Championa. Po drugie primo – piwo, bo to ono zawsze takie wyróżnienie dostaje. Oraz po trzecie primo, ultimo – osoba piwowara domowego, bo drugi rok z rzędu Czesław Dziełak uwarzył najlepsze domowe piwo w Polsce. 6 grudnia Cieszyński Dubbel popłynął z kranów na oficjalnej premierze. Potem jak zwykle były przemowy, uściski dłoni, dwoje małych dzieci w strojach krakowiaków, wizyty w zakładach pracy.. wróć, nie ta okazja.

Sobotnia poranna wyprawa okazała się udana, kupiłem kilka butelek. Na otwarcie pierwszej czekałem do wieczora w niedzielę, ale w końcu jest! Pojemność 330 ml jest optymalna, jeżeli wziąć pod uwagę parametry piwa, 18 stopni ekstraktu i 8.5% alkoholu to nie ułomek. Etykieta idąca w stonowany minimalizm, kolory ziemi i czytelne informacje – klasa. Pięknie wygląda na półce. Kapsel firmowy, z dumnym tytułem i rokiem jego zdobycia.

Dubbel

Dubbel

Dubbel

Dubbel

Dubbel

Dubbel

Zapach z butli (jak to szumnie brzmi w tym przypadku – butla) dość mizerny, ale pojawia się wyczuwalna słodycz, coś na kształt rodzynek i delikatna guma balonowa. W tle majaczy alkohol, co mnie zdziwiło. Przelewam.

Dubbel

Dubbel

Pierwszy łyczek i… jamę ustną atakuje lekkie uderzenie alkoholowej goryczy i bąbelków. W pierwszym akordzie spodziewałem się karmelu i przypraw, o ile karmel pojawia się za chwilę, to przypraw szukać tam ze świecą. Dodatkowo – alkoholowość cały czas jest obecna. Liczyłem na lepsze jej ukrycie. W drugim lub trzecim łyku dochodzi do głosu guma balonowa.

Piwo jest dość wytrawne, powiedziałbym wręcz, że jest na granicy wodnistości. Po ogrzaniu dodatkowo robi się lekko mdłe.

Dubbel

Dubbel

Liczyłem na deja vu. Liczyłem, że zmieni moje życie, tak jak Brackie rok temu. Liczyłem, że będzie to płynna ambrozja, nagazowana fiołkowymi bąkami aniołków, która leczy choroby, przynosi pokój zamiast wojny, obniża ceny paliwa i biletów lotniczych dookoła świata. Jednak jak na razie dupy nie urwało. Daję 6/10 z ciężkim sercem.

Jeżeli macie (tak jak ja) zapasowe buteleczki, to wrzućcie je na rok do piwnicy. Ja swoje już wyniosłem i mam nadzieję, że za rok już bez żadnych przeszkód będę piał z zachwytu. Otworzę je dzień przed premierą kolejnego Grand Championa, oby wtedy deja vu nie było jedynie błędem w Matriksie.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s